ScHDK - Suchy Chleb Dla Konia - Oficjalna Strona Zespołu

Sucha Story – Epizod VI - „Pamiętniki Nysanny”

 

Urodziłam się w 1981 roku w Zakładzie Samochodów Dostawczych. Wraz z moimi siostrami radośnie spędzałam każdą chwilę w Nyskich halach produkcyjnych - niemal codziennie robiłyśmy coś innego: jeździłyśmy do blacharzy, ślusarzy, mechaników, tapicerów... Pamiętam ze szczegółami wszystkie wydarzenia z tego okresu. Zwłaszcza te najśmieszniejsze, na przykład, jak moja siostra Nynka przytruła się olejem napędowym... O! Albo jak młodsza o miesiąc Nynia bała się jeździć na myjnię! Ech... Beztroskie to były czasy... Jednak nic co piękne nie trwa wiecznie...

Tego zimowego dnia już od rana pracownicy ZSD byli czymś zaniepokojeni. Pierwsza zmiana zamiatała podłogi, myła okna, sortowała wszystkie dokumenty... Nam nakazano ustawić się w dwuszeregu... I czekać... Wiedziałam już, że będą to ważne wydarzenia... Napięcie rosło... Aż wreszcie drzwi się otworzyły... On w nich stał... Nisko zawieszone zimowe Słońce świeciło dokładnie za jego plecami, oślepiając jednocześnie nas. Nynia przytuliła się do mnie...

Bezwzględny dealer z salonu aut dostawczych niczym Scylla czyhająca na żeglarzy rzucił się na nas. Próbowałyśmy uciekać, jednak od dwóch dni nie dostałyśmy nic do picia i opadłyśmy z sił. Po nierównej walce dealer zabrał mnie i kilka innych sióstr... Nyni udało się zostać. Mimo to już nigdy więcej jej nie widziałam...

Po kilkugodzinnej „podróży” trafiłam gdzieś do byłego województwa tarnowskiego. Bezwzględny dealer stanął przede mną i powiedział, że następnego dnia sprzedam się za przyzwoite pieniądze.

I rzeczywiście – nie minęła doba, kiedy to moim właścicielem został jakiś starszy pan. Wyglądał na przyzwoitego człowieka i takim był. Nabył mnie abym dla niego pracowała – w każdą sobotę, na długo przed pierwszym pianiem kura ładował na mnie worki z owocami i warzywami, a ja zawoziłam go na giełdę owocowo-warzywną na krakowskich Rybitwach. Ciężkie to były dla mnie kursy, jednak w nagrodę za to przez następne sześć dni odpoczywałam.

Lata mijały, zaś mój właściciel się starzał. I stało się to, do czego starość i choroby prowadzą. Była to dla mnie tragedia nie tylko przez to, że go polubiłam, ale też ze względu na to, co działo się ze mną przez kilka następnych lat: nikomu nie byłam potrzebna i zostałam schowana pod płachtą w starej, zagraconej stodole... Myślałam, że w tej ciemności i samotności będę rdzewieć aż do samego... końca.

Po około pięciu latach usłyszałam kroki, jakby ktoś się do mnie zbliżał. Czyżbym zaczęła wariować? „Tu jest!” - usłyszałam tuż obok i ktoś ściągnął ze mnie płachtę. „No, nadaje się!” - Zanim reflektory przystosowały się do widzenia mogłam tylko słyszeć rozmowy, zdaje się dwóch osób. „Sprawdź, czy odpali.” - ktoś wszedł do środka i przekręcił kluczyk. Czułam się całkiem rozładowana, ale chciałam jak najszybciej wyjechać z - na szczęście niedoczekanie - mojego cmentarza, dlatego w jednej chwili zebrałam resztkę sił i... udało się! Odpaliłam!

W ten oto sposób trafiłam do pracowników budowlanych z Dąbrowy Tarnowskiej, których woziłam codziennie do i z pracy. Pomimo tego, że czasem byłam nieco ubłocona tak na zewnątrz, jak i wewnątrz cieszyłam się, że jestem komuś potrzebna, i że mogę pracować. I pracowałam tak, do czasu, w którym właściciel nabył pracownika z Niemiec. Teczwórka, bo tak miał na imię, był dużo młodszy ode mnie, znacznie silniejszy oraz miał więcej miejsca. Wiedziałam, że mnie zastąpi, co też się stało. Na szczęście nie zostałam schowana tak, jak poprzednio, a dodatkowo od czasu do czasu kogoś woziłam.

Był rok 2006.

- Wspaniała, akurat czegoś takiego szukamy! To jak, tyle ile pan mówił wcześniej? - Głos, który mnie obudził czerwcowego poranka zwiastował kolejną zmianę w moim życiu.

- Dobra, to co, przejedź się Trecok z panem, ja poobserwuję. - powiedział drugi – Margos. Odpaliłam, zrobiłam kilka okrążeń po placu i rundkę na drodze i... zostałam sprzedana.

Trochę się obawiałam tych dwóch młodych osobników, zwłaszcza, że tuż po sfinalizowaniu transakcji zaczęli mówić między sobą o pokolorowaniu mnie. I żeby było śmieszniej, zaraz zaczęli mnie kolorować: namalowali mi po bokach i z tyłu kilka kwiatuszków, zaś na masce pacyfkę, natomiast nad przednią szybą – napis Chlebowóz... Jaki Chlebowóz? Nie chciałam być Chlebowozem. Chciałam być żółtą magnetyczną gwiazdą, która otacza centralny zielony zamek sygnalizacji. Jam jest pięćset dwadzieścia i dwa! Nysanna!

Jednak nic nie mogłam z tym zrobić... Dodatkowo na moim niebieskim lakierze domalowali mi biały pasek... Wyglądałam trochę jak ORNO (Ochotnicze Rezerwy Nys Obywatelskich), co w ogóle mi się nie spodobało... Tak wymalowana musiałam ich wszystkich (oprócz Trecoka i Margosa byli jeszcze: Czechu, Pytol, Darek i Tomek) zabrać na jakiś festiwal do Słomnik. Była to dla mnie okazja do zamanifestowania mojego oburzenia nowym dizajnem. W połowie drogi zagotowałam wodę w chłodnicy...

Niestety, szybko się okazało, że wyrostki nie są aż tak głupi, jak myślałam – zsunęli przesłonę z mojej chłodnicy i mogliśmy jechać dalej...

W Słomnikach dowiedziałam się, z kim mam do czynienia – moimi nowym właścicielami zostali członkowie zespołu rockowego ScHDK, czyli Suchy Chleb Dla Konia (moim zdaniem fatalna nazwa), stąd wyjaśnienie dla nazwy Chlebowóz. „Zespół? Rockowy? Może być ciężko, tyle się teraz mówi o zdemoralizowanej młodzieży” - myślałam o najgorszym... Wsiądą po pijaku i nas wszystkich pozabijają... Teraz już wiem, że bardzo się wtedy myliłam. Po występie kilku chłopaków na moim tle zrobiło sobie zdjęcie z jakimś gościem z telewizji i wróciliśmy do domu.

Myślałam, że to już koniec przygód, że będę miała spokój od takich wypadów na jakiś czas, ale już następnego dnia wszyscy się zeszli, żeby mnie ekhm... modernizować... Zamontowali radio, głośniki, jakieś przetwornice, bo chcieli sobie podłączać piece gitarowe... Sama nie wiem, co jeszcze, w każdym razie usłyszałam, że za kilka dni jedziemy w Bieszczady, czy gdzieś tam... No i pojechaliśmy.

 

Prowadził mnie jakiś dziwny typek:

 



 

Celem naszej podróży okazała się być maleńka miejscowość w górach – Bachórzec, gdzie spędziliśmy noc.

 



Rankiem (około 14:00) zabrałam ich do Przemyśla, gdzie chcieli zagrać na rynku (nie wiedziałam o co chodzi, ale podobno robili tak w różnych miastach we wcześniejszych latach).



Powoli zaczynałam ich lubić. Już wtedy wydawało mi się, że wożenie ich nie jest dla mnie ciężką pracą, a nawet, że w ogóle nie jest pracą. Tego roku zabrałam ich w jeszcze jedno miejsce – do Zgierza koło Łodzi. Wydawało mi się, że nie dam rady (jeszcze nigdy nie przejechałam w ciągu 24 godzin ponad 450 kilometrów).

Zimę spędziłam na działce Pytola. Co jakiś czas suche chłopaki przychodzili do mnie w odwiedziny z czymś, na co mówili paliwo. Ale nie mnie nim poili, tylko sami siebie...

Gdy przyszła wiosna przyszedł czas na lekką zmianę wyglądu – zdążyłam się już przyzwyczaić do tych kwiatuszków, dlatego zespół pomalował mnie już praktycznie całą, a także sprawił prezent w postaci wymarzonych przeze mnie różowych felg:

Ostatnie dwa lata zaliczam do najszczęśliwszych w moim życiu – jeździliśmy razem na koncerty, festiwale rockowe, ale nie tylko...

Podróżowaliśmy po drogach i po bezdrożach, po górach i po dolinach...

Jeździliśmy, żeby grać odpoczywać i nie tylko!

Zawsze sobie radziliśmy, nawet w bardzo ekstremalnych sytuacjach...

Niestety, powoli dawało się we znaki pięć lat spędzonych bez odpalania. Piłam coraz więcej oleju, przegrzewałam się, miałam problemy z zatrzymywaniem się... Chłopaki z ScHDK próbowali mi pomagać – odświeżyli cały układ hamulcowy oraz chłodniczy, niestety nie stać ich było na remont kapitalny... Pierwsza poważniejsza awaria nastąpiła gdy wiozłam chłopaków na koncert do Katowic – na autostradzie pękła moja pompa wody...

Cierpiałam, bo nie mogłam jechać z nimi. Niestety, mogłam jedynie patrzeć, jak odjeżdżają jakimś autem zastępczym...

Całe szczęście, że odholował mnie mechanik, który zaraz wziął się za wymianę pompy wody, przez co już wkrótce mogłam powrócić do swojego ulubionego zajęcia – jazdy z chłopakami.

Jakieś 2 miesiące później padła mi elektryka – coś się stało przy stacyjce. I ten defekt został niemal natychmiast usunięty. Jednak najgorsze było dopiero przede mną...

Otóż podczas powrotu z Sanoku, w zimie 2009/2010, sama nie wiem czemu – czy przez lekki przymrozek, czy przez inne uszkodzenie mechaniczne zniszczył się mój moduł od gazu, a dokładniej – zaczął przeciekać. Cieszę się, że nic się nikomu nie stało... Obecnie jeżdżę już tylko na benzynie, dlatego chłopaki... rozstali się ze mną... Zostałam sprzedana na Aukcji WOŚP, ponieważ nie mieli pieniędzy na naprawę swojej Nysanny... Nie oddali mnie na złom, ponieważ nie chcieliby w taki właśnie sposób pogrzebać swojego wspomnienia...

A ja...
Tęsknię...
I teraz sama nie wiem czy nie wolałabym zgnić...

ale przy nich...






                          
 

suche chłopy:

  • Trecok
  • Dziku
  • Margos
  • Bartek
  • Pytol
  • Konkord
  • Czechu
  • Dziadzia Achill

już nie suche chłopy:

  • Premier
  • Baton
  • Zaba
  • Daro
  • Nysanna

Główni Bohaterowie:

  • Papa Prezes
  • Bonnie Tyler
  • Tatus
  • Jozef, lat 49, mechanik samochodowy
  • Zygmunt Hajzer
  • Batman i Robin
  • Yebany Shmerdzall
  • Pan Miecio
  • Terrorysci
  • Babcia Halinka
  • Jebany Pchlorz
  • Poldek
  • Zbigniew Wodecki
  • Plecak Premiera