Działo się to pewnego mroźnego, zimowego wieczoru. Trecok i Piter po wspólnie spędzonej nocy na sylwestrze postanowili ukazać uczucia, które ukrywają... Wzięli gitarę, starego, ruskiego klasyka i stworzyli pierwszą piosenkę... Była nią: "Prawdziwa ballada o kobietach". Może nie nazbyt kulturalna, ale jakże prawdziwa (prawda, panowie?). Wtedy to nastąpiła przełomowa chwila - powstał zespół Pi'n'dA (czytaj: Pinda)(dla inaczej trybiących: PI=Piotrek, n=&, DA=Daniel), który, jak się później okazało był formą przejściową dla zespołu Suchy Chleb Dla Konia.
Mijały dni, mijały noce, jakże mroźne noce, jakże śnieżnobiałej zimy. Jakiś jeleń stukał się... yyy... stuknął się na skrzyżowaniu z Bułkowozem pana Miecia, zabijając trzy osoby... Na szczęście nikt nie został ranny... Ale to nie o to nam chodzi... W czasie, gdy koty wygrzewały swoje tyłki na nogach babci Halinki (ach ta pleśń), Piter i Trecok tworzyli nowe piosenki ("Spowiedź Krowy", "Jebucka piosenka", "Przyszły święta", "Ballada o emerycie") nie przejmując się, że są one nieco wulgarne i nie wymagające wielkich wysiłków umysłowych, aby zrozumieć ich przesłanie.
Piter i Trecok nadal śpiewaliby swoje piosenki tylko w gronie przyjaciół (pana Miecia i babci Halinki, której Trecok obgryzał paznokcie, do momentu, aż Piter zamknął trumnę), gdyby nie zaskakujący niczym nasranie w stringi kabaretowy sukces piosenki "Spowiedź krowy". Wtedy to została zmieniona nazwa na ScHDK, która obowiązuje do dziś. Drzwi do kariery stanęły dla nich otworem. Niestety... zjawił się Pytol i trza było ćwiczyć wszystko od nowa, tym razem z użyciem dwóch gitar, co zdecydowanie spowolniło przepięknie rozkwitającą karierę.
Wakacje 2004 były pamiętne dla pana Miecia, który pobił rekord w sprzedaży swoich bułeczek: w ciągu dwóch godzin sprzedał ich 349 i pół sztuki. Pomógł mu w tym amerykański oddział Marines, który będąc przejazdem do Iraku wstąpił do jego piekarni. Owe wakacje były ważne również dla ScHDK. Spędzając wieczory na piciu soków owocowych z fabryki w Swornychgaciach (woj. pomorskie) i układając nowe utwory ("Gloria", "Nie mamy wesołych piosenek", "Wspomnienia", "Nad płonącym ogniskiem"), już bardziej poważne w swojej wymowie, wpadli na szalony pomysł...
Ten szalony pomysł, jakim było amatorskie nagranie płyty u Pytola na działce okazał się faktem. Po wielu wypitych sokach z fabryki w Swornychgaciach (woj. pomorskie), zarwanych nocach i kilkunastu sesjach nagraniowych narodziła się ona... Nasza pierwsza płyta: "Podziemia akustycznie". Mimo dającego się usłyszeć amatorstwa tej płyty odniosła ona lokalny sukces, również między innymi dzięki panu Mieciowi, który do każdych czterech sprzedanych bułek dodawał płytę. A'propos płyt: wczoraj na płycie nagrobnej babci Halinki, obok napisu "Game Over", zauważyłem nowy napis: "Ja chcę paznokcia!"... Do tej pory nie wiem, kto to napisał... Ale wracając do tematu: na szczęście ScHDK płyta trafiła w ręce Dyrektora Dąbrowskiego Domu Kultury, który po wysłuchaniu jej powiedział (i tu zacytuję): "Płyta jest świetna, tylko no (kręcąc niesmacznie głową)... te przekleństwa". Cóż, Panie Dyrektorze... Człowiek młody był, musiał sie wyszumieć. Za namową Dyrektora Chojnowskiego postanowiliśmy "wyjść z tym do ludzi". Pomógł nam w tym Margos, który pojawił się niczym sraczka - nagle i niespodziewanie.
W tamtym czasie brakowało nam tylko kogoś do walenia perkusji i ciągnięcia drutów... yyy... strun na basie. Po długich poszukiwaniach, jak wrzód na dupie wyskoczył Tomek Leżoń, który zgodził się grać z nami do XIII finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Próby mijały szybko i przyjemnie. Niestety nadal nie mieliśmy basisty. Nasz pierwszy publiczny występ miał miejsce na wystawie rysunków i rzeźb Grzegorza Kupca dnia 27.11.2004. Nie okazał się totalną klapą, było całkiem przyjemnie i z dużą niecierpliwością zaczęliśmy oczekiwać na finał WOŚP.
W końcu nadszedł 09.01.2005. Przy kulturalnej, radosnej, rozśpiewanej publiczności, obok zespołu Pluktrus, zagraliśmy 6 naszych kawałków. A teraz w imieniu Domu Kultury w Dąbrowie Tarnowskiej chcieliśmy podziękować kulturalnej, rozśpiewanej publiczności, dzięki której zakupiono 23 nowe krzesła, 2 okna i wybudowano nowe kino.
Występ na WOŚP został nagrodzony owacjami na stojąco, jednak w naszych głowach kotłowała się niepokojąca myśl, że Tomek musi odejść... Zakontraktowany już wcześniej występ na Wieczorze Kolęd w DDK okazał się totalnym niewypałem. Grając z perkusistą, który ćwiczył z nami tylko 1 dzień, mając 2 próby nie mogliśmy się razem zgrać, co - niestety - było słychać. Nie wspomnimy tu już o jakimś zjebusie, grającym za sceną na fortepianie i zagłuszającym nas. Pozdrawiamy tego "złodzieja mikrofonów".
Wracając po kolejnej dyskusji przy soku owocowym z fabryki w Swornychgaciach (woj. pomorskie) zauważyliśmy duży, biały, niezidentyfikowany obiekt chodzący, który z niebezpieczną prędkością zbliżał się w naszą stronę. Już mieliśmy ruszać do obrony, gdy nagle obiekt przemówił ludzkim głosem: "hembedełedebede"... Już wiedzieliśmy, że człowiek ten, spędził wieczór w towarzystwie smukłej butelki soku owocowego z fabryki w Swornychgaciach (woj. pomorskie). Tak poznaliśmy Batona, a ten biały punkt nie był efektem wypicia soku owocowego z fabryki w Swornychgaciach (woj. pomorskie), ale bębnem perkusji, który nosił zawsze ze sobą. Tego to wieczora znaleźliśmy perkusistę.
Szansą na rehabilitację po Wieczorze Kolęd był Dzień Kobiet, ale o tym za chwilkę, gdyż wcześniej wydarzyła się pewna tragedia... Firma pana Miecia - Bułko-Pol została okradziona z dwuletnich zapasów mąki kostnej. Zaginął również jego pies, do którego zwracał się zawsze: "Ty jebany pchlorzu!". Zawiedziony stratą najlepszego przyjaciela, musiał szukać innych składników na smalec. W ramach pomocy płaczącemu Mieciowi udaliśmy się na poszukiwania do Tarnowa.
11.02.2005. Idąc za zapachem starego psa doszliśmy do TCK. Tak się złożyło, że był tam przegląd zespołów rockowych i postanowiliśmy wystąpić. Czuliśmy się obco kiedy wyciągaliśmy małe, czerwone kostki, nazywane przesterami, podczas, gdy inne zespoły miały piece wielkości trumny babci Halinki. Mimo to daliśmy z siebie wszystko. I znów cytat, tym razem ze strony www.tarnow.pl: "Zaangażowane teksty wyśpiewał także zespół Suchy Chleb dla Konia z Dąbrowy Tarnowskiej i choć brzmieli całkiem nienajgorzej całość pozostawiała uczucie niedosytu." A "jebanego pchlorza" dalej nie znaleźliśmy...
Jak już wyżej wspomnieliśmy pałała nami chęć rehabilitacji za nienajlepszy występ na Wieczorze Kolęd. Stało się to możliwe 08.03.2005., podczas Dnia Kobiet w DDK. Występ ten przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Sala była pełna, publika fantastyczna i mimo drobnych problemów technicznych pod koniec występu można uznać ten koncert za duży sukces.
Wiosna przyszła tak szybko, że nie zdążyliśmy wypić zimowych zapasów soku owocowego z fabryki w Swornychgaciach (woj. Pomorskie), więc nadrobiliśmy to podczas naszego pierwszego solowego koncertu. Publikę rozgrzał nieistniejący już zespół The Seed, a my rozgrzani do czerwoności zagraliśmy jeden z naszych lepszych koncertów (szkoda, że było na nim tylko 100 osób).
Po kilku udanych koncertach, w których byliśmy zachwyceni publicznością, nadszedł koncert, po którym nie mogliśmy tego powiedzieć. Cóż, jesteśmy dziwkami - zagraliśmy dla pieniędzy (dla LO z Dąbrowy Tarnowskiej). Dzięki temu po niedługim czasie Pytol mógł się podniecać nowym przesterem. Należy wspomnieć, że na tym koncercie prawdziwą furorę (większą od nas) zrobił Leopold S. (poszukiwany listem gończym, ukrywający się w jednym z Seminariów Duchownych), znany małopolskiej policji pod pseudonimem „Sieka”. Swoim brawurowym wykonaniem utworu zespołu Top One - „Biały Miś” podbił serca nie tylko żeńskiej części publiczności.
W między czasie Trecok dogryzł się już do łydek babci Halinki, a pan Miecio... pan Miecio... to kolejna historia...